Coraz bliżej...

Tak, wspomnienia dzieciństwa teraz wracają. I ja chcę widzieć już tą reklamę w TV, chcę poczuć zapach choinki, pierników, obijać się całymi dniami, ogladnąć Kevina na Polsacie przy czerwonym barszczu i ulepić dziecinnego bałwana. I tak, wiem, że to amerykańskie, komercyjne święta... Ale takie właśnie lubię.

I nie mam dziś siły nawet na to, aby podsumować tydzień. Nowy komiks pratchettowy, Ubuntu z Shipita, i masa pracy w szkole. I to dobija. Szczególnie myśl, że od jutra nauczyciele zaczęli sobie przypominać o terminach, myśl mi przypominająca o sprawdzianie każdego dnia, do tego semestralnych egzamianach pod koniec....

Chcę już być po. Chcę, aby ciężarówki nadjechały...

Start z C++

Jako że zbliża się gwiazdka, ferie świąteczne są w tym roku wyjątkowo długie, a ja muszę nadrobić zaległości w swoich planach, myślę, że sprawiłbym sobie na gwiazdkę jakiś podręcznik do C++. Standardowo, jak każdy zakup, zacząłem węszyć, ale muszę stwierdzić, że w tym przypadku im więcej czytam, tym mniej wiem. I tak, wiem, że temat poruszany miliony razy, ale pragnę poznać wasze zdanie.

Jestem całkowitym laikiem w programowaniu, ruszałem jedynie xhtml, co mi raczej w niczym nie pomoże. A jako że ambicje zobowiązują potrzebuje dobrego podręcznika od podstaw, z przystępnym językiem i aktualnymi informacjami.

Myślałem nad Symfonią C++, ale Wujek Google powiedział, że zawiera przestarzałe informacje. Z kolei Thinking in C++ podobno jest napisana dla kogoś, kto kiedyś ruszał już jakiś język programowania.

Co polecacie?

Pakiet Pratchettów w Empiku.

Empik przygotował gratkę dla fanów Świata Dysku (a przynajmniej tych, którzy nie kupują nowych tomów zaraz po wydaniu). Pakiet 3 najnowszych tomów - a więc Straż nocna, Potworny Regiment i Piekło Pocztowe w specjalnej ofercie świątecznej w cenie 2 tomów (ok. 60zł.).

Idealnie nadawałby się pod moją choinkę, gdyby nie to, że PP już mam. ;-) Ale kto wie, może ktoś właśnie rozwiązał choinkowy problem. ;-).

Słuchawki

Drugi raz w ciągu roku - i to z tej samej przyczyny. Tym razem dbałem o kabel, dobrze się z nim obchodziłem, oszczędzałem. A i tak moje nauszne HS600 skończyły tak, jak poprzednie. Nawet marka Creative na niewiele się zdała... Gwarancja mi nie obejmie, pozostało kupić nowe.

I chyba skuszę się na bezprzewodowe. Wiem, że trochę gorsza jakość dźwięku, ale oszczędzi mi to problemów z wiecznie nadrywającym się kablem. Na uwadze miałem głównie Sony i Sennheisera (wiem, wysoko mierzę), ale do 150zł to tylko dwa modele.

Może ktoś doradzi z własnego doświadczenia? Waham się między tanimi-do-następnej-awarii, a droższymi-'mającymi'-wytrzymać-dłużej. Pod uwagę wciąż brane są przewodowe.

I wreszcie przeproszę się z mp3.

Początki.

Tytułowe początki bywają trudne. Jednak jest to dość pojęte słowo - czego dotyczy to w tytule? Ubuntu.

Od dłuższego czasu planowałem się przenieść. Może nie tyle przenieść, co współistnieć na XP i Ubuntu. Wcześniejsze nieudane próby to potęgowały, bo nie lubię czegoś zaczynać, i nie kończyć. I stało się. Najnowsze 8.10 na pokładzie, Shipit zamówiony, i jak na razie wszystko gra. W czym więc problem?

Ano w tym, że wszystko gra, bo wyklikane. Tutoriale, artykuły, gotowe polecenia czy Dodaj/Usuń. A nie po to chyba się zdecydowałem na Ubuntu. Chcę poznać system, na którym pracuję, nie być kolejnym zwykłym użytkownikiem, nerwowo męczącym wujka Google'a zapytaniami z Ubuntu w sobie przy najprostszych problemach.

Doszedłem do wniosku, że zacznę się do tego przykładać. Sieć - zbitek artykułów, tutoriali, ale to tylko chaos tworzy, niż uczyć. Kolejna myśl - książka. I w tym przypadku sprawię sobie chyba pod choinkę jakąś biblię. Poza tym - magazyny. Na dzień dzisiejszy tylko Dragonia, nie jestem pewien co do prenumeraty Linuks+.

I główny powód tego wpisu - jak myślicie, jaki będzie najlepszy sposób na poznanie systemu? Ewentualnie, jakie książki, ebooki, witryny czy magazyny?

Powroty

Długo mnie tu nie było. Może inaczej - długo nie pisałem. Bo na głównej jestem zazwyczaj codziennie, przeglądając co ciekawsze dla mnie wpisy. Już takie uzależnienie.

Powodów nieobecności jest kilka. Po pierwsze - zaczęło się LO, a po brakach gimnazjalnych należało się spodziewać, że ich nadrobienie zajmie chwilę. Teraz jest już trochę lepiej, jednak jak na Mat-Fiz w takim LO fizyka idzie mi topornie. Ale (tak, lubię się usprawiedliwiać) - wina raczej nauczycieli z tego topornego tworu, jakim jest gimnazjum. Po drugie - zdanie, które w pierwszym miesiącu zwykłem powtarzać wielokrotnie - "Kocham PKP". Lekcje zaczynają się 7.50, ja, żeby na nie zdążyć, wstaje o 5.00 i pociągiem o 5.55. A to "tylko" 40km od Wrocka. I gdzie tu równość w edukacji?

Tak jak wspomniałem - naukę powoli nadrabiamy, a w tygodniu coraz rzadziej padam na łóżko zaraz po przyjściu do domu. Zaczynam znów bardziej społecznościowo, i to chyba dobrze. Na horyzoncie już tylko semestralne przed samymi świętami, i jak I semestr będzie na +, później sobie poradzimy. ;-)

Bracia i siostry, zaczynam znów coś tutaj bazgrać. A czas w pociągu daje czasami kilka dobrych wniosków na nowe wpisy. Oczywiście, jeśli się nie zaśnie przy okazji...